Strona główna Forum dyskusyjne Facebook Twitter NK YouTube Instagram Snapchat RSS Kontakt
  1. Wiadomości
  2. O cukrzycy
  3. Porady
  4. Sprzęt i leki
  5. Więcej
  6. Przydatne
  7. O portalu
Sobota, 16 grudnia 2017 r. diabetyk24.pl
Accu-Chek Performa
Sklep dla diabetyków
Światowy Dzień Cukrzycy
Newsletter
Artykuły
O cukrzycy
Cukrzyca typu 2
Odżywianie
Pompy insulinowe
Monitoring glikemii
Glukometry
Nakłuwacze
Peny
Insuliny
DME obrzęk plamki
Ciekawostki

Dodaj komentarz
Z cukrzycą po górach

XXII Wiosenny Zlot Żywczaków na Hali Miziowej - część 2
autor tekstu: Leszek Bartołd, dodano: 7 lipca 2015 r.

Wróć do części 1 reportażu

Z cukrzycą po górachGórnoreglowy las świerkowy powoli ustępował miejsca kosodrzewinie. Stroma ścieżka graniczna, z mocno wyrytymi bruzdami w ziemi, po spływającej z roztapiających się mas śniegowych wodzie, po kolejnym kwadransie zaprowadziła nas na następny szczyt graniczny, zwany Górą Pięciu Kopców (1543m n.p.m.). Stanowi on niższy wierzchołek szczytowy, którym to biegnie Wielki Europejski Dział Wodny. Przez to jest rzadkim przypadkiem, w którym główny grzbiet i główny wododział nie biegną przez najwyższy szczyt, jakim jest Pilsko, lecz przez sąsiednie, niżej położone wzniesienie. Tutaj krzyżują się szlaki komunikacyjne w drodze na główny szczyt, leżący w całości już po stronie słowackiej. Oba wierzchołki stały się symbolem Żywieckiego Parku Krajobrazowego.


Na chwilę przysiadłem wygodnie na szerokim i płaskim kamieniu. Kolejny raz wyjąłem glukometr, by zbadać stan moich cukrów. Krótka przerwa dała czas na chwilę odetchnienia. W międzyczasie doszła grupka z naszego koła. Tutaj spotkaliśmy też członków kół PTTK z Żywca jak i Węgierskiej Górki. Dało to możliwość zrobienia wspólnych, pamiątkowych fotek. Płaski szczyt, wysłany gładkimi kamieniami, tworzącymi rumowisko skalne, otoczony jest wokoło kosodrzewiną. Jakby był małym oczkiem wodnym w olbrzymim, zielonym ogrodzie kosodrzewiny. Na tej wysokości to ona jest królową w świecie flory (z łac. Flora - rzymska bogini kwiatów).

Widoczność z godziny na godzinę poprawiała się, odsłaniając najwyższy szczyt Beskidów, czyli Diablak. Na północnej stronie ukazały się doliny potoków Glinna, Krzyżówki i Koszarawy wraz z usadowionymi nad nimi miejscowościami. Pierwszy potok przepływa przez Korbielów, a jego źródła (1430m) znajdują się na Hali Słowikowej u stóp Góry Pięciu Kopców. Wszystkie one zasilają główną rzekę Sołę.

Czas było ruszyć na drugi, oddalony o 400 metrów, najwyżej położony wierzch. Zieloną percią, prowadzącą wśród gęstej kosodrzewiny oraz oznakowanych, wysokich tyczek, szczególnie przydatnych zimą, po 10 minutach prawie płaskiego odcinka dotarłem na właściwy szczyt. W połowie drogi możemy zobaczyć inną ciekawostkę geograficzną, a mianowicie bijące na wys. 1550m źródło (w Beskidzie Żywieckim wyżej jest tylko źródło na Babiej Górze). Zlokalizowane jest około 20 metrów na prawo od podejścia. Zdrój wypływa ze szczeliny w skałach, by po chwili zniknąć w trawie.


Po trzech godzinach wędrowania, ok. godziny 11.00, byłem na miejscu kulminacji naszej ekspedycji. Pilsko (1557m n.p.m.), leżące całkowicie po stronie słowackiej, jest drugim po Babiej Górze najwyższym szczytem w Beskidzie Żywieckim. Ma on spłaszczony kształt z szeroką, trawiastą łąką otoczoną kępami kosodrzewiny i wyłożoną rumoszem skalnym. W najwyższym punkcie szczytowym stoi ołtarz polowy z krzyżem, przy którym przez proboszcza orawskiej wsi Mutne rokrocznie odprawiana jest w lipcu msza święta.

Wszystkie "orły" z naszego koła już tam były. Wylegiwali się na trawie pod krzakami kosówki, racząc się nie tylko widokami na słowacką stronę Tatr. Widoczność jednak nie była zbyt rewelacyjna, więc i fotki nie ukazywały piękna otaczającej stąd panoramy. Przy dobrej pogodzie, a w szczególności zimą, wokoło rozciągają się przepiękne plenerowe obrazy. Zaczynając od pasma babiogórskiego, z Babią Górą na wschodzie i obracając się w prawo, dalej możemy podziwiać tatrzańskie szczyty i przylegający do nich region Orawy ze sztucznym zbiornikiem wodnym Jeziora Orawskiego oraz pobliskiego miasta Namestovo. Następnie zobaczymy Niżne Tatry oraz pasmo Małej Fatry.

Po polskiej już stronie, w kierunku zachodnim panorama Beskidu Żywieckiego z Grupą Wielkiej Raczy i Wielkiej Rycerzowej, a w bezpośrednim zasięgu Rysianka i Trzy Kopce, będące na trasie Głównego Szlaku Beskidzkiego. Kierując wzrok na północ dostrzeżemy szczyty Beskidu Śląskiego z Baranią Górą i Skrzyczne z charakterystyczną wieżą. Obserwatorzy mający dobry wzrok dostrzegą nawet wzniesienia Beskidu Małego okalającego Jezioro Żywieckie.


Ciężkie chmury nad naszymi głowami, co chwilę przesłaniały słońce, skutecznie blokując ciepłe promienie przed ogrzewaniem turystów wypoczywających pod majowym niebem. Poleniuchowaliśmy dosyć długo i czas było wracać na Halę Miziową. Jak już wspominałem w samo południe miała być odprawiona msza święta w intencji jubileuszu Oddziału Babiogórskiego PTTK. W stronę granicy ruszyliśmy tą samą drogą, którą przyszliśmy. Nasze "orły" popędziły niczym konie z kopyta na dół. Tu fotka, tam fotka, więc trudno było za nimi zdążyć. Szybkim marszem, ścieżką wśród kosówki, po kilku minutach dotarliśmy do punktu granicznego, będącego na niższym wierzchołku. Wraz ze mną ze szczytu powracał pan Kazimierz, którego poznałem w październiku ub. roku na Rodzinnym Rajdzie Papieskim na Groń Jana Pawła II. Idąc na końcu, zamykaliśmy powrót naszej grupy.

Z granicy zeszliśmy dalej szlakami czarnym i żółtym. Równolegle biegnie też wcześniej już wspomniany graniczny szlak słowacki. Jest on łącznikiem Głównego Szlaku Beskidzkiego pomiędzy Przełęczą Glinne a Halą Rysianka, z pominięciem Hali Miziowej. Po minięciu Góry Pięciu Kopców, wśród gęstej kosodrzewiny, wchodzimy na ścieżkę wyłożoną płaskimi kamieniami tworzącymi naturalne, skalne stopnie. Są to piaskowce magurskie, z których zbudowana jest cała kopuła szczytowa. Po około 200, może 300 metrach dochodzimy do rogacza szlaków. Tu polskie trasy wiodą do schroniska dwoma oddzielnymi perciami.

Wraz z kilkoma osobami z naszego koła, skręciliśmy w prawo, schodząc dalej żółtą ścieżką. Nie miałem okazji dotychczasowego jej przejścia, więc w towarzystwie p Kazimierza schodziliśmy razem. Wraz ze słowacką percią, czarna trasa prowadzi dalej prosto, a po wykręceniu w stronę Hali Miziowej, samodzielnie wiedzie na dół, stromym skrajem trasy narciarskiej. Nasza marszruta w początkowej fazie była dosyć przyjemna i łagodna. Szerokim, wschodnim łukiem lekko opadającym w dół pomiędzy krzewiastą sosną (kosówka), mieliśmy ciągle widoki babiogórskiego pasma z Diablakiem oraz otaczających poniżej kotlin. Pomiędzy gałązkami kosodrzewiny dało się już zauważyć polanę ze schroniskiem, do którego zmierzaliśmy. Po kilku minutach, na wys. 1405 m n.p.m. napotykamy usypaną z kamieni mogiłę polskiego żołnierza straży granicznej, który poległ na tych zboczach 1 września 1939 roku.

Poniżej, przy wielkim głazie nasz szlak ostro skręca w lewo, kierując się w stronę północno-zachodnią. Stromizna robi się coraz bardziej pochyła i wąska. Po opadach deszczu na pewno stanie się wybitnie niebezpieczna. Teraz przyświeca nam słoneczko i tylko musimy uważać na duże stopnie skalne będące naturalnymi, kamiennymi schodami. Miejscami ze ścieżki wystają korzenie drzew wraz z niewielkimi głazami, które są sporym utrudnieniem drogi. Kosodrzewinę sukcesywnie zastępowała krzewiasta odmiana jarzębiny górskiej i świerka. Pan Kazimierz szedł pierwszy, a ja za nim robiąc, co chwilę zdjęcia nowym widokom. Jako że byliśmy opóźnieni, z dołu dochodziły już odgłosy rozpoczynającej się pod schroniskiem uroczystości religijnej. Po 40 minutach osiągamy wylot żółtego szlaku, który na podejściu spod polany ponownie łączy się z czarnym. Ostatni z naszego składu, kwadrans po dwunastej zeszliśmy na dół.


Trwała msza święta, sprawowana przez dwóch księży. Po jej zakończeniu, z okazji jubileuszu Oddziału, odbyło się wręczanie nagród i dyplomów zasłużonym działaczom. Nagrodzono też laureatów konkursu wiedzy turystycznej. Koło Beskidek otrzymało pamiątkowy puchar za najliczniejsza grupę biorącą udział w zlocie. Po akcji dekoracyjnej oraz sesjach zdjęciowych mieliśmy czas na odpoczynek i relaks pod budynkiem nowego schroniska. Każdy mógł też spróbować gorącego posiłku przygotowanego przez organizatora.


We wczesnych godzinach popołudniowych pogoda zrobiła się wyśmienita. A i widoki z każdą godziną stawały się coraz piękniejsze. Szkoda tylko, że nie było tak dobrych warunków obserwacyjnych na szczytowych polanach. Ale i tak nie ma, co narzekać na aurę. Czas było odchodzić z nasłonecznionej polany. Przed rozstaniem się z Halą Miziową, zrobiliśmy pamiątkowe zdjęcia uczestników koła, na tle nowego budynku schroniska.


Nazwa polany wywodzi się od jednego z byłych właścicieli gruntów, które leżą w jej obrębie. Był to niejaki Mizia z Korbielowa. Pierwsze schronisko wybudowano w okresie międzywojennym, z inicjatywy ówczesnych działaczy oddziału babiogórskiego Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego (obecne PTTK). Uroczystego otwarcia nowego obiektu dokonano 20 lipca 1930 roku. Przetrwało ono pożogę wojenną, by najprawdopodobniej za sprawą nierozważnego turysty spłonąć w 1953 roku. W ocalałych od ognia zabudowaniach gospodarczych, długi czas funkcjonowało, jako obiekt tymczasowy, stanowiący prowizoryczny azyl górski dla zmęczonych oraz pragnących przetrwać noc turystów. I ta prowizorka była wielkim magnesem, który przyciągał do siebie ludzi gór, a jednocześnie skutecznie odstraszał turystów od świeżo wybudowanego, nowoczesnego obiektu hotelowego.

Po 50-ciu latach od pożaru, w 2003 roku postawiono opodal nowy, murowany budynek. Do dziś pełni on rolę górskiego hotelu. Natomiast na miejscu starego schroniska działa obecnie niewielki bufet.


Około 14.30 zaczął się powrót do Korbielowa. W międzyczasie została zmieniona trasa zejścia. Zamiast kierować się ustaloną wcześniej czerwoną percią (4,9 kilometrowy odcinek Głównego Szlaku Beskidzkiego) na Przełęcz Glinne, mieliśmy schodzić do Korbielowa Kamienna najkrótszym odcinkiem biegnącym wzdłuż głównej nartostrady. Ostatni raz kliknąłem kilka zdjęć pozostającej za plecami hali wraz ze schroniskiem oraz widokiem na Babią Górę. Naprawdę żal było odchodzić z tej spokojnej i przytulnej górskiej przystani. Słońce nie żałowało już swoich promieni, ogrzewając przyjemnie całą okolicę. Rad, nie rad, musieliśmy wracać.


Spod schroniska, po przejściu małym, drewnianym mostkiem nad potokiem, wypływającym z niecki na głównej polanie, wykierowaliśmy się na szlaki żółty i zielony. Sprowadzają nas one w kierunku Hali Kornienieckiej (1220m). Charakterystyczną cechą polany jest usytuowana pod nią młaka. Tak się nazywa zabagniony teren łąkowy z roślinnością bagienną. Tworzy się na słabo przepuszczalnym podłożu i terenie o niewielkim nachyleniu stoku. W tym miejscu woda odpływająca ze źródeł rozlewa się po stoku powoli, co sprzyja lokalnemu zabagnieniu obszaru i rozwojowi roślinności hydrofilnej (moczarów i trzęsawisk). Młaki zatrzymują znaczne ilości wody opadowej, która powoli, lecz sukcesywnie zasila potoki. Ma to duże znaczenie, szczególnie w suchszych okresach. W miejscu mocno zacienionym przez grube i gęste gałęzie świerkowe dostrzegliśmy ostatnią połać śniegową, która do tej pory nie poddawała się wiośnie. Uparcie utrzymywała siedlisko z myślą chyba o przyszłorocznej zimie.


Po kolejnym kwadransie dotarliśmy na Czarny Groń (1128m). Tutaj rozchodzą się szlaki żółty z zielonym. Żółty odbija w lewo, a zielony doprowadza nas pod górną stację nowoczesnej 4- osobowej kolejki kanapowej dla narciarzy (Buczynka - Szlakówka 1098m) i dalej na stok nartostrady, którym będziemy schodzić. Następnie przez Solisko (874m) docieramy pod dwuosobowy wyciąg krzesełkowy zwany Baba. Tutaj zielony szlak odchodzi z głównego zbocza nartostrady, przez co droga staje się od razu lżejsza, dla obolałych już nóg. Muszę przyznać, że schodzenie stromą trasą narciarską, po zdartym do gołej ziemi zboczu, jeszcze nigdy nie dało mi tak w kość, jak dzisiaj. Nigdy więcej takich tras!!!


"Na drewnianych nogach" dotarłem do zabudowań Korbielowa Kamiennej. Trzeba było jeszcze podejść asfaltową drogą na parking, gdzie stał nasz autobus. Jak na złość, poranny i wygodniejszy autobus został zamieniony mniejszym tzw. miejskim, z niewielką ilością miejsc siedzących. Dołączyła do nas jeszcze kilkuosobowa grupa z PTTK-u żywieckiego, która poprosiła o podwiezienie. W niemałym ścisku, ale za to z wielkimi humorami i wesołej atmosferze, około 18-stej dotarliśmy w końcu do Porąbki. Na zakończenie zlotu, nad potokiem Wielka Puszcza, zorganizowane zostało ognisko połączone z pieczeniem kiełbasy. Szkoda tylko, że tak mało klubowiczów pozostało przy grillu, kończącym rajd.

Leszek Bartołd
l.bartold@wp.pl



Jeśli jeszcze tego nie zrobiliście, koniecznie polubcie nasz profil na FB!


reklama






Najnowsze komentarze [0]

Masz swoją opinię na ten temat? Tu jest miejsce, gdzie możesz ją wyrazić! Pisz, komentuj
i dyskutuj. Pamiętaj o tym, że nie będą tolerowane niecenzuralne wypowiedzi i wulgaryzmy.


Nie ma jeszcze żadnych komentarzy
Bądź pierwszy, dodaj swoją opinię!


Powrót Do góry



mojacukrzyca.org - Z cukrzycą po górach: XXII Wiosenny Zlot Żywczaków na Hali Miziowej - część 2
Jeżeli na tej stronie widzisz błąd lub masz uwagi, napisz do nas.


Dana Diabecare R
Contour Plus One
mojacukrzyca.TV
Przydatne
Informacje
Ogłoszenia
Sklep dla diabetyków
Kącik literacki
Wszystko o Accu-Chek
Specjalista radzi
DiABEtyK
Polecamy
Na komputer i telefon
Ministerstwo Zdrowia
Cukrzyca tamtych lat
O portalu

Redakcja portalu | Napisz do redakcji | Newsletter | O portalu | Media o portalu | Linki | Partnerzy | Nasze bannery | Logo do pobrania | Patronat medialny
Portal mojacukrzyca.org ma charakter jedynie informacyjny. Wszelkie decyzje odnośnie leczenia muszą być podejmowane w porozumieniu z lekarzem i za jego zgodą.
Portal jest prowadzony przez osobę fizyczną wyłącznie w celach osobistych. | Copyright © mojacukrzyca.org 2001-2017 Wszelkie Prawa Zastrzeżone
Ostatnia modyfikacja: Piątek, 15 grudnia 2017 r.

Zadaj pytanie on-line