Strona główna Forum dyskusyjne Facebook Twitter NK YouTube Instagram Snapchat RSS Kontakt
Forum | Zamów Kartę Diabetyka | Ogłoszenia | Najbliższe spotkania | Infolinie | Karta informacyjna | Wyszukiwarka | Ciekawe linki | Media o portalu | Patronat medialny | Partnerzy | Newsletter
Sobota, 24 czerwca 2017 r. diabetyk24.pl
Accu-Chek Performa Combo Promocja
Sklep dla diabetyków
Newsletter
Artykuły
O cukrzycy
Cukrzyca typu 2
Odżywianie
Pompy insulinowe i CGM
Glukometry
Nakłuwacze
Peny
Insuliny
DME obrzęk plamki
Zdrowe Nogi
Ciekawostki

Dodaj komentarz
Z cukrzycą po górach

Zimowa wyprawa do Doliny Kościeliskiej i Chochołowskiej - część 2
autor tekstu: Leszek Bartołd, dodano: 20 kwietnia 2015 r.

Wróć do części 1 reportażu

Z cukrzycą po górachPół godzinny postój zregenerował nasze siły i dał czas na doładowanie organizmów nową energią. Nie chcąc schodzić w to samo miejsce, wraz z kolegą postanowiliśmy ruszyć w kierunku drugiej i największej doliny w polskich Tatrach - Chochołowskiej. Kolejnym etapem było pokonanie 422m różnicy poziomów o długości 3 km, licząc dojście do głównej chochołowskiej drogi.

Po tej stronie jakby było więcej śniegu i wydawałoby się, że szlak jest mniej uczęszczany. Początkowa trasa, jak i po przeciwnej stronie, wiodła w dół świerkowym lasem. Schodzimy dość wąską, wydeptaną w śniegu ścieżką.

Po drodze minęły nas spotkane wcześniej narciarki. Na przełęczy też zrobiły sobie dłuższą przerwę, odpoczywając przed dalszą wędrówką. Teraz szusowały w dół na nartach, a my musieliśmy wykorzystywać własne, zmęczone już nogi.

Było dosyć ciepło i pozdejmowaliśmy rękawice oraz czapki. Przy większej pochyłości, w początkowej fazie schodzenia z siodła, próbowałem nawet zjeżdżać jakby na nartach, gdyż stromizna ostro ciągła nas w dół. Trzeba było ciągle hamować, stąpając w miękkim śniegu, zygzakiem po ścieżce. Dobrze, że w ostatnich dniach nie napadała świeża warstwa białego puchu, a szlaki były już przetarte przez wędrowców. Powodowało to łatwiejsze poruszanie się i oszczędzało siły do dłuższej wędrówki. Nie było prawie wiatru, świeciło piękne słońce, a lekko ujemna temperatura nie pozwalała na topnienie się śniegu, co skutkowałoby mokrymi i trudniejszymi do pokonania odcinkami.


Po wyjściu z lasu weszliśmy do Doliny Iwaniackiej, będącej łącznikiem pomiędzy pozostawioną za plecami przełęczą, a kotliną, do której zmierzaliśmy. W tym miejscu, z zachodnich zboczy oddalającego się siodła winien spływać Iwaniacki Potok. My go nie widzimy ani nie słyszymy. Jest on zasypany grubą warstwą białego puchu i tylko charakterystyczne zagłębienie w śnieżnej kołdrze i miejscami mokre wklęsłości świadczą o jego istnieniu. Na pewno obudzi się na wiosnę, gdy słońce mocniej zacznie przygrzewać i topnieć zalegające wokoło ogromne, śnieżne masy. Swoimi wodami zasila większy Starorobociański Potok.

W przypadku słabej widoczności i całkowitego zatarcia ścieżki trzeba byłoby się nieźle pilnować, przed ewentualnym zejściem z linii trasy i wpadnięciem w zasypaną zimową okrywą roztokę. Na nasze szczęście szlak był dobrze widoczny i nie zachodziła obawa zamoczenia butów skutkującego późniejszym przeziębieniem.

Poruszając się po dnie kotliny w kierunku zachodnim, towarzyszyły nam pojedyncze okazy świerków lub to, co po nich pozostało, po przejściu silnych wiatrów oraz niszczących lawin. Siły natury dotkliwie doświadczyły całą okolicę, której skutki zniszczenia odkryją się na wiosnę, po stopnieniu białego i maskującego baldachimu.

Po niespełna godzinie dotarliśmy do niewielkiej Polany Iwanówka, na której to nasz szlak łączy się z czarnym wiodącym ze Starorobociańskiego Wierchu (2176m). Idąc dalej docieramy do głównej drogi wiodącej w stronę chochołowskiego schroniska. Na głównym trakcie panował spory ruch, a kiedy go tu nie ma. Najważniejsza polska dolina zawsze tętni życiem.


Po niespełna 1,5 godzinnej wędrówce z przełęczy zameldowaliśmy się pod kolejnym schroniskiem na Polanie Chochołowskiej. W środku obiektu spotkaliśmy turystów z koła PTTK Żywiec, którzy też wykorzystywali przepiękną pogodę i wolny czas na pobyt w górach. Po dłuższej rozmowie okazało się, że lubią czytać reportaże zamieszczane na stronie "Beskidka", nie znając wcześniej ich autora. Ucieszyły mnie ich słowa uznania, że wnoszę coś nowego dla całego Babiogórskiego Oddziału PTTK.

Kolejny przystanek wykorzystałem na monitoring poziomów cukru i uzupełnienie zapasów energetycznych dla zmęczonych już organizmów. Nasza eskapada trwała z przerwami blisko 6 godzin, a do końca pozostały nam niecałe dwie. Tego dnia, patrząc na kalkulator szlaków, przeszliśmy łącznie 22 km licząc od początku szlaku w Kirach, a kończąc na Siwej Polanie. Zatoczyliśmy łukiem naszą trasę dającą graficzną "agrafkę". Do zatoczenia pełnego koła, czyli powrotu na miejsce startu, zabrakło nam ok. jednej godziny, gdyż autobus miał odjeżdżać o godz. 17.00.

Po godzinnym relaksie czas było wracać. Przed nami pozostało dotarcie do wlotu kotliny. Same wrażenia z tej doliny i jej piękno, mam nadzieję opiszę w kolejnej, nadarzającej się okazji. Głównym tematem tego reportażu niechaj pozostanie Dolina Kościeliska, by teraz nie zanudzić czytających nadmiarem informacji. A jest tu też, co opisywać.


Spod schroniska na chwilę skręciliśmy pod drewniany kościołek (Kaplica św. Jana Chrzciciela) stojący na skraju polany, którego otoczenie zostało wykorzystane w serialu "Janosik". Okręcając się wokół własnej osi, można byłoby bez końca poddać się pasji utrwalania krajobrazów na kartach pamięci aparatów fotograficznych. Przed nami dominował Kominiarski Wierch, a z lewej strony okazale prezentowały się Chochołowskie Mnichy. Nasze plecy ogrzewało zniżające się coraz bardziej słońce. Nieuchronnie zmierzało, tak jak i my, do końca dzisiejszej wędrówki po niebie. Na tle błękitnego nieba, w rozległej panoramie, wyniośle rozkładały się ośnieżone stoki Tatr Zachodnich na czele z Wołowcem.


Dochodziła piętnasta i ostro ruszyliśmy w kierunku Siwej Polany i dalej do drogi łączącej Zakopane z Czarnym Dunajcem. Dochodząc do przystanku PKS, mając ostatnie metry dzisiejszej trasy mogliśmy jeszcze podziwiać widoczny po prawej stronie masyw "Śpiącego Rycerza" (1894m), który okazale prezentował się w zachodzącym słońcu. Na jego szczycie widoczna z daleka, 15 metrowa konstrukcja stalowego krzyża, majestatycznie wzbijała się w błękitne niebo.


Jako ostatni wsiedliśmy do autokaru powracającego do domu. Po drodze, jadąc przez Przełęcz Krowiarki do Wadowic, w zachodzącym słońcu mogliśmy pokłonić się jeszcze naszej królowej Beskidów, czyli Babiej Górze. Tym samym kończyła się kolejna, nasza wspólna wyprawa, której myślę wszyscy byli zadowoleni i powrócili do domów naładowani pozytywna energią tatrzańskich krajobrazów.

Leszek Bartołd
l.bartold@wp.pl


Ps. Jeżeli pomyliłem się w opisach, to proszę o ich zasygnalizowanie w majlu. Dziękuję za zgłoszone uwagi.

Jeśli jeszcze tego nie zrobiliście, koniecznie polubcie nasz profil na FB!


reklama






Najnowsze komentarze [0]

Masz swoją opinię na ten temat? Tu jest miejsce, gdzie możesz ją wyrazić! Pisz, komentuj
i dyskutuj. Pamiętaj o tym, że nie będą tolerowane niecenzuralne wypowiedzi i wulgaryzmy.


Nie ma jeszcze żadnych komentarzy
Bądź pierwszy, dodaj swoją opinię!


Powrót Do góry

mojacukrzyca.org - Z cukrzycą po górach: Zimowa wyprawa do Doliny Kościeliskiej i Chochołowskiej - część 2
Jeżeli na tej stronie widzisz błąd lub masz uwagi, napisz do nas.


Dana Diabecare R
Contour Plus One
MOJACUKRZYCA.TV
Przydatne
Informacje
Ogłoszenia
Sklep dla diabetyków
Kącik literacki
Wszystko o Accu-Chek
Specjalista radzi
DiABEtyK
Polecamy
Magazyn PEN
Na komputer i telefon
Ministerstwo Zdrowia
Światowy Dzień Cukrzycy
Cukrzyca tamtych lat
O portalu

Redakcja portalu | Napisz do redakcji | Newsletter | O portalu | Media o portalu | Linki | Partnerzy | Nasze bannery | Logo do pobrania | Patronat medialny
Portal mojacukrzyca.org ma charakter jedynie informacyjny. Wszelkie decyzje odnośnie leczenia muszą być podejmowane w porozumieniu z lekarzem i za jego zgodą.
Portal jest prowadzony przez osobę fizyczną wyłącznie w celach osobistych. | Copyright © mojacukrzyca.org 2001-2017 Wszelkie Prawa Zastrzeżone
Ostatnia modyfikacja: Piątek, 23 czerwca 2017 r.

Zadaj pytanie on-line